Old Town

Posted in Bez kategorii on lipiec 23rd, 2008

Wróciłam z konwentu pijacko-postapo Old Town. Muszę przyznać że średnio chciało mi się jechać. Z początku chciałam wrócić jak najwcześniej ale później zmieniłam zdanie. W końcu miałam broń ale rzadko jej używałam bo siedziałam jako barmanka w barze. Myślałam że za barem będzie bezpieczniej ale pomyliłam się. Bo nawet lada zrobiona z deski i starych opon nie powstrzymała BoB’ów przed wynoszeniem mnie z baru i proponowaniem zwiedzania swojego obozu.
Jeśli chodzi o grę fabularną i samego LARP’a to w poprzednim roku bardziej mi się podobało bo było więcej do roboty. Poznałam jednak wielu fajnych ludzi i jednego BARDZO wartościowego człowieka.
Byłam też nocą na mini LARP’ie w opuszczonej fabryce gdzie wchodziło się w kilka osób z otuliniakami i bronią i walczyło sie z zombie który mógł w każdym momencie wyskoczyć zza rogu (było tak ciemno że nic nie było widać). Zabiłam jednego a później sama zgłosiłam się na takiego zombiaka żeby straszyć następnych ludzi rządnych przygód. W drodze do fabryki strasznie się bałam (ja się boje wielu rzeczy xD) i jęczałam że ktoś będzie musiał trzymać mnie za rękę, ale jak się później dowiedziałam to wyglądało to tak że jęczałam że się boje przed wejściem do budynku i po wyjściu. Jak już tam byłam to jakoś strach wyleciał mi z głowy i zapomniałam że mam jęczeć że jest strasznie i trzymać Piotrusia :) z Kawalerii Berg za rękę bo się boje.
W trakcie LARPa w miasteczku zabiłam jeszcze prezydenta Old Town (po chwili sama dostałam kulkę :) ) i byłam w sekcie (Zakon Świętego Płomienia) gdzie wypowiadałam się jako pani psycholog na temat: “Dlaczego dzieci które wierzą, są lepsze od tych które nie wierzą”. Fajnie też było na wyborach Mistera Old Town, podobało mi się jak szaman wskrzeszał zmarłych ludzi (świetnie grał i wszystko wyglądało bardzo prawdziwie) i beznadziejnie było jak Omega rzygała w namiocie :) (ale dzięki temu zarobiłam kilka kapsli bo za jednego kapsla opowiadałam tę historie w barze :D )
Najmilej jednak wspominam rozmowy i noce spędzone (samo spanie w miłym towarzystwie bardzo uprzyjemnia sen) pod śpiworem w barze na kanapie lub w wielkim namiocie razem z Rawdanem (Rydwanem, Radwanem) za którym najbardziej, najbardziej tęsknie. Bo to “bezczelność tak przyjeżdżać, poprzytulać się, pogadać, podokuczać i nagle sobie odjechać.” Człowiek to takie dziwne zwierzę :) Przywiązuje się do kogoś kogo zna zaledwie cztery czy pięć dni i potem przeżywa rozstanie. Bo teraz czuje się średnio.

Tydym!

Posted in Życiowe on czerwiec 7th, 2008

Jeszcze tylko dwa tygodnie i wakacje! Moje oceny końcowe są co prawda słabe, ale w drugiej klasie bardziej się postaram?! Muszę jednak stwierdzić, że przez ten rok uczyłam sie naprawdę dużo i trochę mnie martwi że moje oceny nie są takie jak oczekiwałam że będą. Pamiętam że kiedyś jakaś babcinka :) przepowiedziała mi że jeśli będę chciała osiągnąć jakiś sukces czy dojść do czegoś, to będę się musiała napracować a potem będzie szło już z górki. Nie należę do osób którym wszystko przychodzi z łatwością. Babcinka chyba miała racje.
Nigdy nie myślałam że mogę zatęsknić za kimś z klasy przez wakacje. Będą to jednak jednostki, zwłaszcza że moją dość liczną klasę, obcięłabym o jakieś dwadzieścia pięć osób. Planów wakacyjnych mam sporo, ale cieszę się najbardziej na wyjazd do Anglii (do mojej koleżanki, nie do pracy). Mam też nadzieję że uda mi się znowu pojechać na Old Town pod Stargard Szczeciński.

Niedługo mecz i nawet mój zajączek kibicuje naszym chłopakom :)

img058.JPG

img049.JPG

bla bla 6

Posted in Życiowe, Śmieszne/Głupie/Żałosne on marzec 6th, 2008

Najchętniej wybiłaby połowę ludzi których znam. Sama nie wiem dlaczego, ale mimo mojej dość szerokiej listy znajomych, i tak czuję się SAMA. Z moją złością i irytacją przez najmniejszy pierdół. Denerwuje mnie że ktoś nie słyszy co mówię, bo powiedziałam za cicho, denerwuje mnie kiedy coś tłumacze a tłumok (czyli np. ty :P ) nie rozumie o co mi chodzi, irytuje mnie tłumaczenie i mówienie o rzeczach oczywistych, irytuje mnie wylewanie żali na blogu (tak, właśnie to robię i bardzo mnie to wkurza) i irytuje mnie moja irytacja.. a to jeszcze nie koniec całej listy! Potrafię się wkurzyć na sam widok twarzy jakiejś dziewczyny z mojej klasy lub szkoły.. do tego dochodzi zachowanie, wzrok, sposób mówienia i wygląd Barbie ponętnej niczym młoda jałówka (nie, to nie jest zazdrość. Nigdy nie chciałabym wyglądać jak one. W obcisłych, zbyt ciasnych ciuszkach, farbowanych włosach i skórze tak spalonej po solarium, że można by pomyśleć że oprócz skóry, solarium wypaliło im również mózgi).. nawet czyjś uśmiech z rana, kiedy ja mam ochotę bić, szarpać i krzyczeć, sama nie wiedząc dlaczego, bardzo psuje mi nastrój. Jeszcze do tego dochodzi wspaniały język francuski. Język miłości, język żabojadów, najgłupszy i najgorszy język na świecie. Jedyne co potrafię powiedzieć po francuski to: Je déteste le français. Moja średnia z tego cudownego przedmiotu to 1,85. Czyli jak dostanę jakąś pałę, to wyjdzie mi jedynka. Nie! Nie pałę! GLANA.. to takie modne, irytujące słowo określające ocenie niedostateczna. Wkroczyłam na ciężki temat. Szkoła.. ludzie, klasa, oceny, nauczyciele.. darcie się jakiejś panienki na lekcji angielskiego że jej przeszkadza jak rozmawiam z kolegą z ławki a później JEJ darcie się na całe pomieszczenie na innej lekcji bo musi se pogadać z kumpelQ (tak, to nie są koleżanki tylko jebane kumpelQ) która siedzi na końcu sali. I broń Boże zwróć jej uwagę! Zaraz masa KOZAKÓW klasowych rzuci ci się do gardła.. ja pierdziele.. jak ja nienawidzę tych ludzi..

bla bla 5

Posted in Bez kategorii on luty 17th, 2008

Dochodzę do wniosku, że lepiej być chamem i bezczelnym bachorem niż uczciwą osobą. To się bardziej opłaca. Zastanawiałam się też ostatnio, po co gole nogi zimą. Przecież i tak nie wychodzę do ludzi z gołymi nogami bo jest zimno. Ostatnimi czasy pożegnałam się z Rysiem, więc powinnam być szczęśliwa, ale zawsze musi być coś na co muszę narzekać. Więc trochę tak mi ciężko być zadowoloną. To takie.. podświadome. Teraz nie podoba mi się że nie mam stałego dostępu do kompa bo internet sie jebie i tata (w pełni to rozumiem) chce się w nocy wyspać bo wstaje do pracy koło 6:00 (komputer jest tam gdzie śpi i klikanie na klawiaturze mu przeszkadza. Ma bardzo czuły sen po prostu). Jutro dostane komputer a internet będzie działał doskonale od następnego tygodnia. I na co potem będę narzekać? Trochę tak głupio bo tata teraz tyle dla mnie robi a ja ciągle nieszczęśliwa. W szkole idzie mi już lepiej, mam własny pokój (u mamy też miałam ale tam był Rysiu w domu :P ) i w sumie.. nic nie muszę sprzątać (nawet u siebie w pokoju. Żona taty powiedziała że to mój pokój ale ma nie śmierdzieć :D chwila! Nie myślcie sobie że u mnie w pokoju śmierdzi czy coś, po prostu tak powiedziała. Że nie muszę sprzątać i przyczepi się jeśli będzie śmierdziało.. ale nie będzie śmierdziało! :P ). A właśnie! Jeden, największy minus! Tęsknie za mamą i Sławkiem (synem Rysia). No i teraz powinna być sprawa załatwiona bo jak dostane komputer i net będzie działał, to będę miała na co narzekać! Na to że tęsknie. Ale wiem że to nie wystarczy i trochę się boję, bo chce pokazać tacie jak bardzo jestem zadowolona.

Nowy rok. Yatta! …….

Posted in Życiowe on styczeń 3rd, 2008

W te świętą (o dziwo!) nie musiałam nic gotować, sprzątać, biegać do sklepu, kroić, jęczeć że mi się nie chce, pomagać. Siedziałam na tyłku i praktycznie nic nie robiłam. Święta spędzałam tradycyjnie u taty, (bo moja kochana mama woli Rysia niż mnie) i jak przyjechałam to wszystko było już praktycznie przygotowane. Dostałam masę prezentów (niektóre są ok a niektóre rzuciłam już w kąt) i nie musiałam słuchać pijackich awantur bo święta były bezalkoholowe!
Gorzej z sylwestrem. Spędziłam go z przyjaciółmi (wcześniej Ryszard wpadł do mnie od pokoju i zaczął się drzeć że nie powinnam nigdzie wychodzić bo.. bo Józef..). Napiłam się w sumie mało podczas imprezy bo nie lubię alkoholu, a i tak już od 22:00 leżałam zarzygana na łóżku Bukinsa (na szczęście nie pobrudziłam ci łóżka Buku..). Skończyłam stary rok i zaczęłam nowy, w dość żałosny sposób. Wkurzające jest też to, że mówisz komuś w takim stanie rzeczy których nie chcesz powiedzieć, a ja mam tak, że jak już coś powiem, to później wstydze się z tym kimś spotkać, chociaż w sumie nic okropnego czy wstydliwego nie mówiłam. Ale ja to ja :) . Chyba najśmieszniejsza była taka laska, co wpadła na naszą imprezę do pokoju (w pokoju obok była inna impreza, współlokatorek Bartka i Bukinsa) i zaczęła nas wszystkich oceniać mówiąc że jestem wykorzystywana ale zarazem lubię być ofiarą którą wszyscy muszą się opiekować (chcę spotkać tą dziewczynę i zaśmiać się jej w twarz :D Jest na filologii angielskiej, a zachowywała sie jak psycholog i do tego była pijana). I oczywiście najlepszy był Bukins, który wszedł do pokoju kiedy ta dziewczyna mówiła i dosłownie, wywalił ją za drzwi.. życzenia od Case, również mi się podobały, ale nie będę cytować, bo jestem wykorzystywaną przez starszych znajomych ofiarą :) . Ciekawe co mnie teraz czeka w nowym roku…

Sto lat…

Posted in Życiowe on grudzień 26th, 2007

Chciałam się pochwalić, że mój blog ma już rok. Nie działo się tutaj za wiele i w sumie niczego konkretnego nie pisałam, ale spokojnie.. mamy czas!

Pedagogika

Posted in Życiowe on grudzień 22nd, 2007
Pedagogika

Z dziećmi trzeba surowo
zamiast płaszcza łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach
ten łach to moja praca
moje wyprute żyły
ten łach
moje stracone złudzenia
moje niedoszłe posłannictwo
moje złamane życie
moja martwa perspektywa
wszystko ten łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach

Andrzej Bursa

Coś w tym jest….

bla bla 4

Posted in Życiowe on grudzień 10th, 2007

Miałam trochę problemów na blogu, ale już wszystko jest w porządku i można dodawać komentarze (dzięki Sławek! :) ).
Kilka dni temu przyszły zdjęcia klasowe do szkoły i możecie obejrzeć sobie moją klasę, w której byłam przez miesiąc. Może ktoś mnie tam znajdzie? :)

klasa-ic.jpg

Felieton?

Posted in Życiowe, Śmieszne/Głupie/Żałosne on grudzień 1st, 2007

Nie miałam zamiaru nikogo obrażać. W sumie.. miało być na konkurs, ale jednak nie dałam bo by był “dym”. To moje osobiste spojrzenie na moją nową szkołę. Może jest za bardzo sarkastyczne i zbyt ocieka jadem, ale kurcze.. taki mam styl pisania :) I to nie tak że uważam że moja szkoła jest najgorsza. Ja po prostu, jak zwykle nie potrafię znaleźć tych DOBRYCH STRON :)

Co się dzieję w mojej szkole? Moim zdaniem, dosyć mało. Już w moim mały gimnazjum (w ostatnim roku były tylko cztery klasy. Pierwsza, druga i dwie trzecie), które zostało zlikwidowane, działo się więcej. Wyjścia do muzeum, dyskoteki (nienawidzę dyskotek. A jak już na jakiejś jestem, to obowiązkowo podpieram ścianę. Żeby się nie zawaliła, oczywiście), apele z okazji różnych świąt, imprezy tematyczne (słodki tydzień, pachnący tydzień, szkoła na wesoło..). Tutaj, nawet jak nie ma nauczyciela a została jakiejś klasie ostatnia lekcja, to choćby koniec świata miał nadejść już za parę chwil, to i tak musisz tę godzinę odsiedzieć najczęściej nic nie robiąc (jest po prostu przeraźliwie nudno!), gapiąc sie tępo w okno, udając że słuchasz swoich rozchichotanych koleżanek, starając się potakiwać i pomrukiwać na znak że rozumiesz co do ciebie mówią. Ja najczęściej nie rozumiem. Ten lansiarski sposób mówienia, piszczenie i gadanie o chłopakach. Nawet w tej szkole, co druga dziewczyna podnieca się z powodu jakiejś bibki i (niby) fajnych kolesi. .Właśnie! Wytapetowane, puste i przygłupie dziewczyny! Nie brak ich w każdej klasie, w mojej na szczęście jest ich mało. Toaleta, to królestwo całej dziewczęcej tępoty. Jeśli chcesz być cool, spędzaj w kiblu każdą przerwę. Te aromatyczne zapachy, brak papieru toaletowego i zapchany kibel (mówię o tym na pierwszym piętrze najbliżej okna. Najczęściej jest zapchany). Dobrze jest też, stać całą przerwę przed lustrem i mazać sobie powieki wyzywającym cieniem i praktycznie dźgać sobie oko tuszem do rzęs. W damskiej toalecie, modne są również plotki. Gorące ploteczki. Można tam usłyszeć dosłownie wszystko. Stwierdzam, że jest to najciekawsze miejsce w całej szkole.

Nie wiem co się dzieje w męskiej toalecie, ale patrząc na chłopaków ze szkoły, można sie domyślać że również dzieje się sporo. Zauważyłam, że chłopcy dzielą się na kilka grup: ci fajni (najczęściej z afro na głowie bądź łyse dresy), ci normalni (przeciętny chłopak. Niczym się nie wyróżnia, z niczego nie zasłynie) i ci niefajni (wulgarni że nikt ich nie trawi, klasowe ciapy lub zwykli kolesie z odrobiną nieśmiałej tępoty bijącej z twarzy).

W każdej szkole, działa samorząd szkolny. Nawet w tej! Jak byłam na wyborach do samorządu, przedstawiono mi wymagania jakim muszę podołać żeby mnie przyjęto. Dzielni, inteligentni uczniowie, oddani całym sercem szkolnym sprawą i problemom. Ludzie! To nie jest amerykańska szkoła, gdzie dzieciaki się buntują, dzięki nim można zwolnić nauczyciela który źle traktuje biedną młodzież i każdy problem zostaje rozwiązany. To jest zwykła polska szkoła, gdzie samorząd raczej nie ma nic do gadania, a ludzie którzy w nim są, podniecają się jakby mieli jakąś życiową misję. Czy wspomniałam, że osoby z klas pierwszych, będąc w samorządzie nie mają nic do roboty? Bo starsi koledzy, zrobią wszystko za tych młodszych żeby później z czystym sumieniem mogli powiedzieć “Ale oni nic nie zrobili…!”.

Czasami na przerwach słychać muzykę. Czasami. Czy muzyka gra czy nie gra, zależy najwyraźniej od widzimisie puszczającego. Nie dość że prawie jej nie słychać, to do tego często jest puszczana jakaś rąbanka bez ładu i składu. Nie lubię takiej muzyki. Zawsze można iść do osoby która zajmuje sie puszczaniem utworów i poprosić grzecznie: „Drogi kolego, czy mógłbyś puszczać trochę inną muzykę?”, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze, nie wiem nawet kto to jest i gdzie mogę go znaleźć. Tak samo jest z tym cholernym papierem toaletowym. Przecież można poprosić panie które siedzą przy wejściu do szkoły żeby dały papier! Pragnę jednak zauważyć, że nie jest to takie proste. Jak już jesteś w toalecie i zdajesz sobie sprawę z tego, że papieru nie ma, musisz iść piętro lub dwa niżej, błagać by łaskawie dali ci coś do podtarcia tyłka i.. hurra! Dzwonek na lekcje! Nici z siusiania, nici z papieru.. bo po co ci teraz papier, skoro był juz dzwonek? A jak już udaje ci się zdążyć przed dzwonkiem, to po powrocie jest taka kolejka, że ma się ochotę popuścić w gacie.

Boli mnie, że w szkole dzieje się mało ciekawych rzeczy. Nie ma nawet kół zainteresowań. Myślę, że gdyby było trochę więcej rozrywki, przyjemniej chodziłoby się do szkoły.

Widzieliście dzisiaj niebo? Niebieskie…

Posted in Życiowe, Śmieszne/Głupie/Żałosne on październik 31st, 2007

Warszawa! Polubiłam to miasto. Pierwszy raz pocałowałam Azjatę i przykolegowałam się do czterech RPGowców! No, ale od początku.

Pojechałam z Case do Warszawy, na mieszkanko mojego brata. Jechałyśmy porannym pociągiem dzięki Bogu bez przesiadek. Obok mnie (pomijam fakt że miałam miejsce na środku), siedziała taka gruba, stara baba! A niech se kurde będzie gruba, nikt jej nie broni! Ale niech KURWA nie siedzi na UKOS! Siedziała jak dama i zajmowała mi połowę mojego miejsca. Powinna mi oddać połowę kasy za bilet :D Jak już wysiadła, nie wiem czemu, ale dostałam takiego napadu śmiechu że aż się popłakałam i dusiłam. Zastanawiam się czy płakałam ze szczęścia czy rozpaczy.. zapomniałam wspomnieć, że kobita ciągle nadawała razem ze swoja koleżanką, która o ironio! była szczupła i siedziała po drugiej stronie. To nie koniec miłych przygód w przedziale. Jak kobita i jej przyjaciółeczka wysiadły w końcu, to obok Case usiadł stary grubas który wpierdalał kiełbasę. Nam za to udało się zjeść w Warsie paluszki które dał nam koleś z jakiejś grupy tanecznej :D .
Po “przebojach” jakie miałyśmy w pociągu, w końcu dotarłyśmy do WARSZAWY! Było bardzo fajnie. Zawsze narzekam na różne wycieczki i wyjazdu, ale tutaj muszę oddać pokłony i honory, bo było naprawdę super! Zwiedziłam Empik który ma trzy piętra, najdroższą ulicę w mieście, Traffic (tam poznałam czterech RPGowców :D Grali w D&D. Dosiadłam się do nich i chwilę słuchałam jak grają. Jeden był zaklinaczem, drugi człowiekiem a trzeci magiem. Walczyli z Ogrem..) i.. spotkałam miłość swego życia :D Cudownego Azjatę, którego pocałowałam w policzek i uciekłam. I na tym się skończyło nasze spotkanie, a było ono BARDZO pasjonujące, bo nawet się do mnie odezwał. Pytał “DLACZEGO?”, prawdopodobnie chciał wiedzieć dlaczego go pocałowałam i.. uciekłam. Myślę że mimo wszystko i tak zostanie moim mężem w przyszłości.
Ogólnie jeśli chodzi o miasto, to zakochałam się w nim (ale nie bardziej niż w Azjacie, prawdopodobnie Koreańczyku), zwłaszcza nocą. Tak. Warszawa jest piękna nocą. Chciałabym pojechać tam jeszcze raz.


Bad Behavior has blocked 25 access attempts in the last 7 days.